poniedziałek, 7 września 2015

Rozdział 3.

                                                   
-Nawet nie wiesz, jak się cieszę. Nowy dom. Dziecko. Nasz ślub. Jestem taki szczęśliwy!- Uronił łzę, którą szybko wytarłam.
-Ja też kochanie. Teraz wszystko się ułoży.- Pogłaskałam go po policzku.
-Kocham Cię.- Pocałował mnie.
-Ja Ciebie też.- Namiętnie odwzajemniłam buziaka.






                                                      ***ANTO'S POV****


                  W nocy bardzo źle się poczułam. Dostałam wysokiej gorączki, wymiotowałam..., ciągle miałam dreszcze. Rodzice mówią, że to grypa. Dziś jadę do lekarza. Żałuję tego, że ominą mnie zakupy. Ale Rafa zabrała ode mnie listę zakupów i obiecała, że kupi wszystko czego mi potrzeba. Jest wspaniała. Strasznie bolała mnie głowa. Nie wiem czy to od gorączki czy przez ten sen. Leniwie zgramoliłam się z łóżka i udałam się do łazienki. Wzięłam ciepły prysznic, ubrałam się, umyłam zęby. Chciałam wyrzucić opakowanie po szczoteczce do zębów do kosza, kiedy na środku dywanu w łazience zobaczyłam..., zużytą prezerwatywę. Fuuu! Widzieliście kiedyś coś bardziej ohydnego?! Okey..., rozumiem, że to jego łazienka i, że lubi zabawy z dziewczynami w różnych miejscach, ale z łaski swojej mógł by to do jasnej cholery sprzątnąć! Tego było za wiele!
-Da Silva!- Wydarłam się zbiegając po schodach do kuchni. Doskonale wiedziałam, że tam jest. Na samej górze było już słychać ryk telewizora. Po co mu w domu 9 telewizorów?!
-Czego chcesz laluniu?!- Usłyszałam w odpowiedzi.
-Słuchaj! Rozumiem to, że mogłeś się wkurzyć bo musisz dzielić ze mną swoją łazienkę...
-I w związku z tym?!- Przerwał mi.
-Nie wymagam od ciebie pucowania lusterka za każdym razem, nie wymagam idealnie ułożonych ręczników...
-Więc w czym problem?- Znów mi przerwał.
-Problem polega kurwa na tym, że z łaski swojej mógł byś chociaż sprzątnąć z środka łazienki, zużytą, pękniętą prezerwatywę! A nie łaskawie czekać, aż ktoś w nią depnie!- Rzuciłam w jego kierunku wcześniej wspomnianą prezerwatywą, którą do tej pory miałam zawieszoną na szczoteczce. Dopiero teraz zauważyłam, że Neymar nie jest tam sam. Na wielkiej sofie siedziało jeszcze kilku chłopaków z drużyny. Kiedy zobaczyli lecącą w ich kierunku prezerwatywę zeskoczyli za oparcie kanapy. Całe szczęście kondom wylądował centralnie po środku bluzy Neymara, a z niej ześlizgnął się prosto do jego płatek,
-O nie. Teraz suko przesadziłaś! Słuchaj mnie lepiej uważnie! Jesteś w moim domu! Pod moim dachem! I JA będę robił tu co mi się tylko podoba, a ty masz mieć to w dupie! I nie pozwolę ci oczerniać mnie przy moich kumplach jasne?!- Stanął bardzo blisko mnie.
W jego oczach malowała się furia. Nie okiełznane zło. Bałam się go. W żołądku i gardle poczułam bardzo nieprzyjemne pieczenie. Miałam wrażenie, że zaraz mnie uderzy, ale te lata w domu dziecka nauczyły mnie tego, że nie wolno mi pozwalać robić z siebie ścierwa.

-Posłuchaj...okey..., wiem, że może za ostro zareagowałam. I, że nie jest ci na rękę to, że twoi rodzice postanowili mnie zaadoptować..., ale te kilkanaście lat w domu dziecka dało mi bardzo wiele do zrozumienia. Byłam tam bita, szykanowana, prześladowana za moje korzenie i gwałcona. A za wszystkim stali moi rówieśnicy. Kiedyś myślałam, że tak już musi być..., że Bóg zapisał na moich kartach ciągłe bycie wyrzutkiem... . Lecz po pewnym czasie poznałam wspaniałych ludzi, którzy wytłumaczyli mi to, że nie mam prawa się tak czuć. I nie pozwolę Ci na to, abyś mnie tak traktował. Możesz mnie nienawidzić. Masz do tego prawo, bo w jednej chwili zmieniłam całe twoje życie..., ale nie masz prawa robić ze mnie skończonej szmaty. Rozumiesz?- Spojrzałam mu głęboko w oczy.

Wyraz jego twarzy zmienił się na bardziej zaciekawiony. Wyglądał tak, jakby zobaczył dziwne zjawisko, które dopiero co zostało odkryte. Przypominał mi wronę, która co dzień siadała w domu dziecka na moim parapecie, przekrzywiała lekko głowę i przez szybę obserwowała to co się dzieje w środku. Czasem wpuszczałam ją do środka. Karmiłam ją. Osuszałam w jesienne i zimowe dni. Była w pewnym rodzaju moją przyjaciółką. Wiem, że to dziwne, ale czasem zwierzałam jej się ze swoich tajemnic. Ona jako jedyna wysłuchiwała moich problemów. Nigdy nie odwracała się do mnie plecami.

-Słuchaj...ja nie wiem co ci pieprznięci ludzie wmówili Ci do tej małej główki, ale oni... nie mieli racji...- Wrzucił płatki do kosza.

-Ci pieprznięci ludzie to twoi rodzice.- Neymar gwałtownie odwrócił głowę w moim kierunku. Spojrzał na mnie tępo i usiadł na fotelu.
Na jego twarzy pojawił się grymas. Wyglądał tak, jakby ktoś uderzył go w twarz. Miałam wrażenie, że łzy zaszły mu do oczu.

-Neymar....czy wszystko w porządku?- Spytał nie pewnie.

-Ty nic nie rozumiesz. Na prawdę nic nie rozumiesz! Jesteś taka głupia, czy tylko taką udajesz?! Wiesz co?! Najlepiej będzie, jeżeli się stąd wyniesiesz i raz na zawsze znikniesz z mojego życia!- Młody Brazylijczyk pobiegł na górę, a za nim jego kompani.

-Anto, tu jesteś. Kochanie wszędzie cię szukałam. Powinnaś leżeć w łóżku. Zrobiłam ci rosołek. Mam nadzieję, że ci zasmakuje.- Marcela podeszła do mnie i pogłaskała mnie po plecach. Kucharka Neymara była bardzo ciepłą osobą.
-Dziękuję, ale nie mam ochoty na nic do jedzenia. Chcę iść spać.- Udałam się w stronę schodów. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami. Rozbolała mnie głowa. Trzęsły mi się ręce. Upadłam. Poczułam ogromny ból.
-Neymar dzwoń po karetkę!- Głos Marceli to ostatnie co w tedy słyszałam.


                                                      ***NEY'S POV***


                Siedziałem na szpitalnym fotelu. Był bardzo niewygodny. Bolały mnie wszystkie kości, a najbardziej kręgosłup. W sali panowała głucha cisza i uporczywy zapach leków. Robiło mi się od tego wszystkiego niedobrze. Nienawidzę jej, ale mam wyrzuty sumienia. A co jeżeli to naprawdę moja wina? Jeżeli to prze ze mnie się tu znajduje? Chciałem się jej pozbyć, ale nie w ten sposób. Czuliście kiedyś coś takiego? Niepokój, strach? Sam nie wiem, co w tedy czułem. Podszedłem do niej. Brunetka leżała na szpitalnym łóżku nieruchoma. Oddychało za nią całe mnóstwo maszyn. Podpięta do respiratora..., z maską tlenową. Wyglądała, jak wrak człowieka. Jej twarz była taka niewinna. Uniosłem dłoń i pogłaskałem ją po policzku. Sam nie wiem czemu to zrobiłem. Po prostu..., wydawała mi się taka bezbronna. Lubię takie laski. Niewinne, ciche, spokojne, zamknięte w sobie. Są niezłe w łóżku. Wzdrygnąłem się kiedy poczułem, jak Anto porusza swoją dłonią.

-Anto słyszysz mnie? To ja. Neymar.- Złapałem ją za ramiona. Dziewczyna powoli otworzyła oczy. Rozejrzała się po całej sali, po czym wpadła w szał. Zaczęła odłączać od siebie całą aparaturę, Drapała się do krwi. Nie wiem co się z nią działo.

-Anto uspokój się! Jesteś w szpitalu! Nic ci tu nie grozi.- Usiadłem za jej plecami i przycisnąłem jej ręce do jej klatki piersiowej.

-Uspokój się słyszysz?- Szeptałem jej do ucha.

-Zostaw mnie! Zostawcie mnie wszyscy! Oni znowu mi to zrobili! Daj mi święty spokój! Odpieprz się ode mnie!- Zaczęła mi się wyrywać. Drapała mnie i obkładała pięściami. Zachowywała się, jak opętana.

-O kim ty mówisz? Nie zrobię ci krzywdy. Uspokój się.- Pogłaskałem ją po włosach.

-Co się stało?- Spytała kiedy się już uspokoiła,

-Nic takiego. Spokojnie. Jesteś w szpitalu. W domu pękł ci tętniak. Zemdlałaś. Lekarze mówili, że to z nerwów. Nic ci już nie grozi.- Nienawidziłem jej, ale....mimo wszystko martwiłem się o nia.

-Tętniak? Miałam tętniaka? Jak długo już tu jestem?- Odwróciła się w moją stronę i spojrzała mi głęboko w oczy.

Miała piękne spojrzenie. Bursztynowo-miodowe. Utonąłem w nim od razu. Obiecałem sobie, że za nim się jej pozbędę, muszę ją przelecieć.

-Byłaś nieprzytomna przez prawie dwa tygodnie.- Powoli zszedłem z jej łóżka.

-Dwa tygodnie?- Spojrzała na mnie przestraszona.

-Tak, ale nie bój się. Nic ci nie będzie. Zaraz pójdę po lekarza.

-Gdzie są rodzice?- Spytała.
 Spojrzałem na jej przestraszoną twarz. Dłonie zacisnęła sobie na udach. Podszedłem do niej. Położyłem dłoń na jej skroni i zjechałem nią trochę niżej. Prze policzek, szyję, aż do dekoltu.

-Nie ma ich..., ale jestem ja.- Złapałem ją pod brodę i pocałowałem.
Całowała wyśmienicie. Na początku nasze wargi delikatnie zetknęły się ze sobą. Potem delikatnie wsunąłem swój język do jej ust, a dalej....to uczucie było nie do opisania. Całe moje ciało przeszywał niesamowicie przyjemny dreszcz. Przyciągnąłem ją na brzeg łóżka i rozłożyłem jej nogi. Stanąłem pomiędzy jej udami. Złapałem ją za łopatki i zacząłem całować ją po szyi. Smakowała wyśmienicie. Anto wydała z siebie cichy jęk. Głaskała mnie po plecach i bawiła się moimi włosami. Sprawiała mi tym nieziemską przyjemność. Czy to możliwe? Czy ona na prawdę poddała mi się tak łatwo? W tam tej chwili mnie to nie obchodziło. Myślałem tylko o tym, żeby jak najszybciej w nią wejść i przelecieć ją, jak dziki.
-Anto...chyba...myliłem...się...co...do...ciebie.- Wyszeptałem jej w przerwach na oddech.

-Neymar..., co my robimy?- Przerwała na chwilę nasze pieszczoty i spojrzałam na mnie z wyrzutem.

-Robimy to co powinniśmy zrobić już pierwszego wieczoru, kiedy zamieszkałaś w moim domu.- Przesunąłem swój kciuk po jej ustach.
W odpowiedzi Anto przyciągnęła mnie do siebie i zaczęła rozpinać moją koszulę. Moje usta powędrowały do jej podbródka, a ręce na zapięcie szpitalnej koszuli na plecach. Z jej ust wydobyło się ciche jęknięcie. Syknąłem kiedy wbiła mi swoje pazkokcie w plecy. Puściłem jej koszulę i zabrałem się do rozpinania swojego paska od spodni.
-A co się tu dzieje?!- Ktoś bardzo beszczelny miał czelność przeszkodzić nam w naszej zabawie. Ta wyjątkowa chwilą zniknęła niczym płatek śniegu spadający na wilgotną ziemię.

piątek, 31 lipca 2015

ROZDZIAŁ 2

                                       ***NEYMAR POVS***
                       

                        Było dobrze po 23. Nadal byłem mega wkurwiony. Powaliło ich wszystkich?! Okey..., rozumiem zaadoptować jakiegoś noworodka..., ale nie laskę, która jest prawie w moim wieku! I jak Rafa z Jo mogli nie stanąć po mojej stronie! Myślałem, że są moim rodzeństwem! Nienawidzę suki!
-Czego?!- Wydarłem się kiedy ktoś zapukał do drzwi.
-Może trochę grzeczniej co?- Tata otworzył drzwi i zapalił światło.
-Daj mi święty spokój.- Odburknąłem i wsadziłem głowę pod poduszkę. Miałem dość ich wszystkich.
-Neymar..., porozmawiajmy. To dla nas wszystkich ważne.- Ojciec położył mi dłoń na plecach. Nie wiem czemu zawsze mnie to uspokajało. Nieśmiało wystawiłem głowę spod poduszki.
-O czym? O tej małolacie z domu dziecka?! Nie chcę jej tutaj!- Rzuciłem swoim telefonem o ścianę.
-Neymar, synku...ja wiem, że źle się z tym czujesz... Nie powiedzieliśmy ci o tym..., bo doskonale wiedzieliśmy, jak zareagujesz. I ta małolata ma na imię Antonina. Spróbuj być dla niej miły. Wiesz ile ta dziewczyna przeszła?- Spojrzał na mnie z wyrzutem.
-Nie chcę jej tutaj!- Nie dawałem za wygraną. Rozejrzałem się po czarno-białych ścianach mojego pokoju. Potem zdjąłem z siebie szarą bluzę. Robiłem wszystko, aby uciec przed przenikliwym spojrzeniem taty.
-Skoro nie potrafisz być dla niej miły to udawaj, że jej nie widzisz. Rób to co chcesz tylko nie krzywdź jej. Nie zasłużyła sobie na to.- Ojciec położył mi swoką wielką dłoń na policzku.
-Ale ona to już może mnie krzywdzić tak?!- Zeskoczyłem z łóżka i szybkim krokiem ruszyłem w kierunku szafy.
-Przepraszam bardzo niby w jaki sposób?
-A w taki, że mieszka z nami pod jednym dachem.
-Juninho....
-Co znowu?!
-Rozumiem to, że jesteś zły. Ale daj jej..., wam czas. Jestem pewny na 100 %, że na pewno się polubicie.
-Haha. Tak jasne. Tato, mógłbym Cię przeprosić? Chcę się wykąpać.- Rzuciłem na łóżko biały ręcznik.
-Pewnie. Antonina zaraz powinna skończyć brać prysznic.
-Chwila, moment. Czy ja dobrze zrozumiałem? Mam dzielić z nią swoją łazienkę.
-Tylko przez ten weekend. Normalnie będzie dzieliła nią z Rafą, ale postanowiliśmy z mamą zrobić tam mały remont, żeby miały więcej miejsca.- Kurde co on sobie myślał? Że ja na to pozwolę? O nie...
-Dobra...ja idę się kąpać. Na razie
-Dobranoc.
-Dobranoc tato.
Byłem zły. Bardzo zły. Słuchając muzyki szedłem w stronę łazienki. Kiedy dochodziłem do drzwi, wyszła z niej ta Brunetka. Miała na sobie krótkie, przywierające do ciała, dresowe spodenki i białą bokserkę. Co jak co, ale muszę przyznać, że była bardzo seksowna.
-Uważaj!- Burknąłem kiedy prawie uderzyła mnie drzwiami.
-Ja..., przepraszam bardzo. Nie wiedziałam, że ktoś tutaj stoi. Na prawdę nie chciałam. Tak mi przykro. Nic Ci nie jest?
-Nie! I zejdź mi w końcu z drogi!- Przepchnąłem się, bo nie miałem zamiaru czekać w drzwiach. Antonina wyszła z MOJEJ łazienki i poszła na górę. Rozebrałem się i nalałem sobie do wanny gorącej wody. Rozłożyłem się w wannie, jak król. Byłem wykończony. Czegoś mi brakowało..., postanowiłem nalać sobie whiskey. Kiedy zaciągnąłem dość spory łyk, coś zabrzęczało. Wyszedłem z wanny w celu znalezienia tej uporczywej przeszkody. Dźwięk dochodził z umywalki. IPhone 6 Gold. Ale nie mój. Zaraz....to pewnie tej Czarnulki. Nie miała ustawionej żadnej blokady ekranu, więc postanowiłem go odblokować. Wow. Na tapecie miała moje zdjęcie. Normalnie powiedział bym, że to urocze, ale nie. Wiem, że to tak nieładnie, ale postanowiłem przejżeć jej telefon. Wróciłem do wanny i zabrałem się za szperanie. Nic ciekawego. Kilka zdjęć, parę fajnych piosenek i sms-y. Właśnie....sms-y. Moją uwagę najbardziej przykuła konwersacja między Antoniną, a jakąś Luizą.
Luiza: No i co?! Jaki on jest?!
Anto: Taki jak każdy inny człowiek
Luiza: Anto co się dzieje?
Anto: A co ma się dziać? Wszystko jest OK.
Luiza: Ej ile my się znamy?
Anto: No dobra. Chodzi o to, że bardzo się wkurzył kiedy mnie poznał. Nie lubi mnie. Po raz kolejny jestem insektem. Ciekawa jestem czy oni też mnie oddadzą....
Zaraz....oni też? Czyli już kiedyś wyleciała z jakiś domów... . Zrobię wszystko, żeby z mojego również ją wyrzucili. Byłem tak ucieszony, że aż pocałowałem jej telefon. Wyszedłem szybko z wanny, ubrałem się i ruszyłem w kierunku jej pokoju. Cichutko zapukałem do drzwi.
-Proszę!
-Cześć.- Nieśmiało wszedłem do jej pokoju. Muszę przyznać, że moi rodzice fajnie go urządzili. Ściany były czarne, pokryte białymi wzorami przypominającymi ludzkie dłonie. Na środku leżał duży, puchaty dywan. Miała ogromne łóżko.
-A, to ty. Cześć.- Przerwała rozczesywanie włosów.
-Zostawiłaś coś w łazience.- Wyciągnąłem w jej kierunku dłoń, w której trzymałem telefon.
-Dziękuję.- Spojrzała na mnie niepewnie.
-Spokojnie. Nic z nim nie zrobiłem.- Skłamałem.
-Okey. Dziękuję.- Wzięła ode mnie telefon.
-To..., na razie. Dobranoc.- Powolnym krokiem wyszedłem z jej pokoju.
-Dobranoc.- Schowała telefon do szuflady i położyła się na poduszce. Leżała tyłem do mnie. Miała fajny tyłek. Wychodząc z jej pokoju natknąłem się na Rafę.
-Tylko odnosiłem jej telefon. Zostawiła go w łazience.- Odpowiedziałem widząc jej mordercze spojrzenie. Dla mnie to za wiele jak na jeden dzień. Muszę się położyć.


                                                 ***ANTO POVS****

         Rafa przyszła mnie pocieszyć. Teraz jest mi już lepiej. I Neymar...., kiedy przyszedł oddać mi telefon był całkiem miły. Może po prostu dziwnie się poczuł, kiedy się dowiedział że będziemy rodziną. W cale mu się nie dziwię. Też pewnie bym się..., wkurzyła. Trochę dziwnie się czuję w tym domu. Jest dla mnie za wielki. Mój pokój..., też jest urządzony z ogromnym przepychem. Jest piękny, ale wszystkiego jest tu za dużo. Ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę.
-Cześć kochanie. Mam  nadzieję, że Cię nie obudziłam.- Nadine weszła do pokoju niosąc tacę z ciepłym mlekiem i rogalikiem z dżemem.
-Nie. Jeszcze nie kładłam się spać. Rozmawiałam z Rafą i Neymarem.- Wzięłam od niej tacę i położyłam ją na małym, białym stoliku.
-Z Neymarem?- Nie ukrywała zdziwienia.
-Tak. Oddał mi telefon. Zostawiłam go w łazience. Był bardzo miły.
-No proszę... . No dobrze, a teraz przejdźmy do ciebie. Dobrze się czujesz? Nie potrzebujesz niczego?- Zasypała mnie masą pytań.
-Nie. Wszystko jest w porządku. - Odparłam.
-Nie podoba ci się pokój. Zgadłam?
-Podoba...tylko....za dużo tu jest tego wszystkiego. Dziwnie się z tym czuję.- Wtuliłam się w ramiona mojej zastępczej mamy.
-Wiesz co? Mam pomysł jutro skoczymy na zakupy. Kupimy ci trochę ubrań, rzeczy potrzebne ci na zajęcia i wszystko co będzie potrzebna do urządzenia twojego wymarzonego pokoju. Co ty na to?
-Na prawdę? Dziękuję! Ja nie wiem..., co powiedzieć...ja...
-Spokojnie. Nic nie mów. Nie masz za co dziękować. A teraz zjadaj kolację i połóż się spać. Zasłużyłaś na odpoczynek.
-Dziękuję. Dobranoc..., mamo.
-Dobranoc córeczko.- Pocałowała mnie w czoło i wyszła z pokoju. Zjadłam dwa rogaliki i wypilam wielki kubek mleka. Więcej nie mogłam w siebie upchnąć. Położyłam się na poduszce i zasnęłam. A w nocy śnił mi się on..., Neymar.

wtorek, 30 czerwca 2015

Libsten Blog Awards.

      Dziękuję Patrycji za nominację. ❤❤❤
Przyjmuję wyzwanie.
        Pytania:
1. Dlaczego zaczęłaś pisać opowiadania?
❤Bo to moja pasja. Uwielbiam to robić.
2. Czym się interesujesz?
❤Hmmm....no więc piłka nożna, grafika komputerowa, akrobatyka, literatura, zumba, kino, muzyks i malarstwo.
3. Jakie miejsca chciałabyś odwiedzić? 
❤Meksyk, Argentyna, Brazylia.
4. Twoje trzy ulubione blogi (może być więcej)?
http://neymarloveforever.blogspot.com/?m=1
http://oscuridad-neymar-ff.blogspot.com/?m=1
http://el-amor-aqui-y-ahora.blogspot.com/?m=
5. Twoje ulubione zwierze?
❤Raczej koń, ale kocham też psy i papugi.
6. Szczęśliwy numer?
❤13
7. Ulubiona piosenka?
❤Rihanna - American Oxygen i Yandel - Plakito.
8. Ulubiony cytat bądź powiedzenie?
❤Uwierz w swoje marzenia nic nie jest niemożliwe.
9. Twoje największe marzenie?
❤Przeprowadzka na stałe do Barçelony i ootworzenie swojego klubu nocnego.
10. Gdzie widzisz się za 10 lat? 
❤Nie umiem tego jednoznacznie stwierdzić, ale pewnie gdzieś w Hiszpanii realizującą swoje marzenia.

Jeszcze raz dziękuję za nominacje. ❤

Nominuję:

http://neymarloveforever.blogspot.com/?m=1
http://oscuridad-neymar-ff.blogspot.com/?m=1
http://el-amor-aqui-y-ahora.blogspot.com/?m=
Pytania:
1. Dlaczego postanowiłaś pisać fanfiction?
2. Jaką miałaś średnią na koniec roku?
3.Opisz swojego idola w 5 słowach.
4. Gdzie widzisz się za 5, 10 i 20 lat.
5. Podaj trzy swoje ulubione blogi.
6.Jakie słowo Cię najbardziej wkurza?
7.Jaki był twój najdziwniejszy sen?
8.Czym się interesujesz?
9. Gdzie chciałabyś zamieszkać?
10. Jakie masz marzenie?

poniedziałek, 22 czerwca 2015

ROZDZIAŁ 1

                                      *** ANTO POVS****

                  - Jutro wyślemy państwu dokumenty Antoniny. Jeszcze przez jakiś rok powinna kontynuować naukę w szkole średniej, lecz ze względu na jej problemy powinna uczyć się w domu.- Dyrektorka domu dziecka dała moim nowym "rodzicom" kopertę z jakimiś papierami.
-Dobrze. Dziękujemy pani bardzo. Znamy kilku sprawdzonych, prywatnych nauczycieli.- Pani Nadine podała dyrektorce rękę, to samo zrobił jej mąż.
-No, a ty młoda damo dbaj o siebie. Nie zamartwiaj się tym co było kiedyś. Teraz masz nowy dom i nową, kochającą rodzinę. Będziesz szczęśliwa. Zobaczysz.- Tym razem zwróciła się do mnie.
-Taaa....jasne. Dziękuję za troskę, - Odpowiedziałam opryskliwie i związałam włosy w niedbały kok. Zawsze tak robiłam kiedy byłam wkurzona..., okey...fajnie, że mnie ktoś adoptuje, ale dlaczego muszę wyjeżdżać na drugi koniec Europy?!  Bardzo polubiłam panią Nadine i pana Neymara, ale nie byłam pewna co do tego, czy oni na prawdę chcą mnie w swoim domu. Cały czas odnosiłam wrażenie, że oni postanowili mnie zaadoptować tylko i wyłącznie  z litości. Ich córka - Rafaella też jest bardzo miła. Nawet ją polubiłam. Przy rozmowach miałyśmy wiele wspólnych tematów. Jota też był sympatyczny. Podczas mojego pobytu u nich w domu to on, jako pierwszy zaoferował się do tego, że podzieli się ze mną swoim pokojem mimo, iż trzy pokoje gościnne były wolne. Nie poznałam jeszcze tylko Neymara..., znaczy nie poznałam go osobiście.., bo tak na prawdę jest moim idolem od bardzo dawna.
-Witaj w rodzinie królewno!- Pan Da Silva objął mnie i poprowadził w kierunku wyjścia. Nie chciałam wyjść na niemiłą, więc zdobyłam się na mały uśmiech. Tak na poważnie w cale nie cieszyłam się z tego, że opuszczam dom dziecka. Przyzwyczaiłam się do tego miejsca. Kremowo-żółte ściany na korytarzach, stare i skrzypiące schody. Błękitna tapeta, odpadająca ze ścian mojego pokoju, który dzieliłam z pięcioma innymi dziewczynami. Byłam tu przez prawie dziesięć lat, fakt..., zostałam trzy razy zgwałcona..., ale to miejsce zastąpiło mi dom. Trudno mi jest o nim zapomnieć.
-Gwiazdeczko wiem, że może być ci ciężko. Rozumiem to, że czujesz się niepewnie w tej sytuacji. Lecz możesz być pewna, że nie oczekujemy od ciebie tego, że od razu będziesz mówiła do nas mamo i tato. Nie oczekujemy od ciebie tego, że na początku w ogóle będziesz z nami rozmawiała..., ale możesz być pewna tego, że my zawsze będziemy cię kochać. Pokochaliśmy cię już w chwili, kiedy po raz pierwszy przekroczyłaś próg naszego domu. Jeżeli na początku będziesz chciała z nami porozmawiać, ale nie będziesz gotowa na to, aby nazywać nas swoimi rodzicami...to mów nam po prostu po imieniu.- Pani..., znaczy Nadine położyła swoje ciepłe dłonie na moich policzkach i spojrzała mi głęboko w oczy. Na jej twarzy pojawiły się dwa rumieńce i ogromny uśmiech, z którego promieniowała niesamowita energia i miłość. Mój umysł ogarnęło coś dziwnego. Uczucie, którego nigdy nie znałam. Rozejrzałam się nerwowo po holu i zarzuciłam swoje ręce na szyję...., mamy... . Moje nerwy nie wytrzymały i nagle zalałam się łzami. Wtuliłam się w ciepły, kaszmirowy sweter Nadine.
-Kochanie nie płacz. Wszystko będzie w porządku.- ....Tata..., zaczął głaskać mnie po plecach. Miał ogromne, ale delikatne dłonie. Kiedy trochę się uspokoiłam wyszliśmy na zewnątrz. Na parkingu czekał na nas czarny, sportowy samochód z wciąż włączonym silnikiem. Obok niego stała Rafaella, która kiedy tylko mnie zobaczyła, rzuciła mi się na powitanie.
-Antonia, jak miło cię widzieć! Tak bardzo mi cię brakowało! Ty płakałaś?! Co się stało?!- Nie wiem co było śmieszniejsze..., kolejna pomyłka Rafy w wymowie mojego imienia czy to w jaki sposób na środku ulicy wycierała mi twarz zalaną łzami. Ona na poważnie była fantastyczna.
-Pomóc ci? Daj..., wezmę od ciebie jedną walizkę. - Kontynuowała.
-Nie. Dziękuję. Poradzę sobie.- Rafaella mimo mojego sprzeciwu i tak wzięła, a w zasadzie wyrwała mi z rąk największą walizkę i zaczęła upychać ją do bagażnika. Jej rodzice tylko się roześmiali.
-Oj dziewczyny, dajcie to. Pomogę wam.- Nagle z samochodu wyszedł Jota. Nie miałam pojęcia, że on też tutaj będzie.
-Witaj siostrzyczko.-Z całej siły przytulił mnie na powitanie i wziął ode mnie resztę toreb.
-Cześć- Odpowiedziałam cicho.
-Okey..., wsiadajcie do samochodu. Najpóźniej za czterdzieści minut powinniśmy być na lotnisku, a panują całkiem spore korki.- Tata otworzył nam drzwi od samochodu.
-Chcesz prowadzić?- Spytał Jota.
-Tak, a co?- Neymar Sr. odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Przecież my tam nawet w 2 godziny nie dojedziemy! Znając ciebie, będziesz jechał przepisową 30.- Jo rozśmieszył wszystkich. Nawet mnie.
-Przezorny zawsze ubezpieczony.
-Tato..., ale nie przesadzajmy z tą przezornością.
-Chłopcy nie kłóćcie się. Ja poprowadzę.- Nadine przejęła inicjatywę. Resztę drogi przebyliśmy na "rozmowach". Moje rozmowy polegały na tym, że odpowiadałam tak, albo nie. Na lotnisku znów spotkał mnie ten żmudny rytuał. Kasa, bramki, terminale. Zajęłam miejsce między Rafą, a jakąś starszą panią, która opowiadała mi o jej siedmiu mężach, z których wszyscy należeli do włoskich mafii. Kiedy wylądowaliśmy w Barcelonie zrobiło mi się nie dobrze i musiałam przebiec całe lotnisko, aby w jak najkrótszym czasie znaleźć toaletę.
-Wszystko już w porządku?- Rafa spytała z troską kiedy wyszłam z kabiny.
-Tak. To pewnie przez te chipsy.- Odpowiedziałam. Rafaella objęła mnie w talii i pomogła iść. Z lotniska do mojego nowego domu jechaliśmy jakieś piętnaście minut. Kiedy po raz kolejny weszłam do ogrodu otaczającego cały dom Da Silvów zapomniałam o całym, bożym świecie. Był bardzo piękny.
-Nie uważacie, że powinniśmy zadzwonić do Neymara?- Jota niespodziewanie się odezwał.
-Zdążymy. Spokojnie.- Tata się..., zdenerwował.
-Neymar powinien wiedzieć, że kiedy przyjedzie do domu będziemy czekać na niego w powiększonym składzie...
-Ale jak to?! Przecież powiedzieliście mi, że on wie o tym, że mnie zaadoptowaliście...- Z wyrzutem spojrzałam na moją nową rodzinę.



                                             *** NEYMAR POVS***

           Byłem ciekaw co mojej rodzinie stanęło na przeszkodzie w przyjechaniu na Finał Ligi Mistrzów. Powiedzieli, że mają bardzo ważną sprawę do załatwienia po za Hiszpanią. Ale czy, aż tak ważną? Ważniejszą o de mnie? Zresztą nieważne... . Dobrego jest chociaż tyle, że czekają na mnie w domu. Mamy świętować podwójnie. Nie wiem co mieli na myśli, ale znając moją pokręconą rodzinkę na pewno odwalili coś mega..., dziwnego. Przez te korki mam wrażenie, że z Camp Nou do domu prędzej bym doszedł na piechotę niż samochodem. W ogóle nie wiem czym się denerwuję..., wygraliśmy 3:1! Gdyby nie ja było by 2:1..., jak zwykle ratuję honor innych. Po kim ja odziedziczyłem ten talent? Nareszcie w domu..., co się stało, że światło w kuchni o tej porze jest zapalone? Wszyscy o tej porze zazwyczaj siedzą w salonie.
-Cześć wszystkim! Już jestem! Gdybyście chcieli wiedzieć wygraliśmy trzy jede...- Przerwałem kiedy zobaczyłem szczupłą brunetkę siedzącą na kanapie i trzymającą za rękę moją mamę. Czy to możliwe? Czy to jakaś laska, z którą się przespałem? Kolejna z tych, które chcę mnie wrobić w kolejnego bachora?
-Mamo..., kto to jest?!- Spytałem rzucając torbę na fotel. Mama wstała i podeszła bardzo blisko mnie. Wiedziałem, że coś się kroi.
-To jest Antonina.
-A Antonina to kto?- Drążyłem dalej.
-Antonina to..., to twoja nowa siostra.- Mama wzięła głęboki oddech, a mnie zgięło w pół.
-Kurwa, że kto?!- Zagotowało się we mnie.
-Uważaj na słowa. Kiedy pół roku temu w ramach projektu Instytutu odwiedzaliśmy domy dziecka w całej Europie..., napotkaliśmy się na Antoninę. Pokochaliśmy ją praktycznie od razu.- Tata wtrącił się do rozmowy.
-Aha..., czyli za moimi plecami postanowiliście zaadoptować jakąś dziunię tak?!- Chciałem ich wszystkich rozszarpać.
-Ta dziunia ma na imię Antonina- Jota stanął w obronie tej laski. Zignorowałem go.
-Czyli ten insekt z bidula ma teraz robić za moje rodzeństwo?- Palcem wskazałem w kierunku tej A...Anto czy jak jej tam... .
-Nie mów tak o niej! Nie masz prawa! Nie wiesz ile Antonia przeszła! Nie znasz jej..., ona jest cudowna!- Rafa skoczyła do mnie, tak że prawie uderzyliśmy się czołami. Nawet ona jest po jej stronie?! Jak ona może!
-O co ci chodzi?! Nie mam zamiaru się wstydzić przed mediami przez jakąś małolatę z domu dziecka!- Wziąłem torbę i pobiegłem schodami na górę.
-Neymar wróć!- Tata zawołam za mną.
-A tobie radzę się do mnie nie zbliżać! Bo źle możesz na tym wyjść!- Zwróciłem się do czarnulki. Widać, że podziałało bo skuliła się i spuściła wzrok. Jeszcze mnie suka popamięta... .





         I MAMY KONIEC PIERWSZEGO ROZDZIAŁU.
      ZAPRASZAM WAS DO KOMENTOWANIA I OBSERWACJI.
      CO SĄDZICIE O ZWIASTUNIE?

niedziela, 21 czerwca 2015

PROLOG

                                                              ***ANTO POVS***
           Do tej pory śnią mi się chwile z tamtych lat. Pamiętam, jak co dzień dokładnie o godzinie 17:15 siadałam skulona w kącie i łkając chowałam się przez ojczymem. Doskonale wiedziałam, że gdy wróci z pracy znów będzie się mnie czepiał. Będzie się mnie czepiał dosłownie o wszystko..., o krzywo ustawione buty w przedpokoju, o ścierki włożone nie do tej szuflady co trzeba, o niewytarty kurz w ramie lustra, czy o przypaloną cebulę w sosie. W końcu nie wytrzyma..., wyjmie z komody swój woskowy pas i da mi lanie. Kiedy mnie już stłucze, jego zdaniem wystarczającą, abym przez resztę dnia nie wychodziła ze swojego pokoju, zejdzie na dół do salonu i zacznie chlać z moją matką..., gdyby tata żył..., nie byłoby tak. Za każdym razem, kiedy przywołuję w wyobraźni obraz ojca dzieję się ze mną coś niesamowitego. Cały świat staje w bezruchu, zatrzymuje się czas. Odnoszę wrażenie, jakbym lekko kołysała się w łodzi płynącej po płaskiej tafli wody. Po moim ciele przebiega przyjemne mrowienie..., czekam na nagłą falę ciepła, która zawsze otula mnie do snu.. Czy w tych chwilach tata na prawdę jest obok? Nie wiem..., lecz to nie ma już dla mnie większego znaczenia. Mam przy sobie grupkę swoich własnych Aniołów Stróżów. Kiedyś nie było kolorowo..., a teraz czuję się, jak nowo narodzony Anioł przekraczający bramy Raju. Oni dali mi miłość, ciepło, bezpieczeństwo. Żyję tylko i wyłącznie dzięki nim... i pierwszy raz od wielu lat na poważnie chce mi się żyć. Chcę żyć dla nich, a w szczególności dla mojego złoto-włosego królewicza i latynoskiego księcia. Powiem wam teraz bardzo mądre przysłowie, którego pewnego dna nauczył mnie właśnie mój książę. "Nigdy nie trać wiary w miłość." Miłość rani i krzywdzi, ale też  naprawia i leczy.... I nigdy nie ważcie się i tym zapomnieć.
                                                                       ~Anto

        
                                                                                              ***NEYMAR POVS***
                    Jak to kiedyś było? Było tak, że każdą noc spędzałem z inną laską. Gwiazdorzyłem i robiłem z siebie nie wiadomo kogo. Dobrego tatusia zgrywałem tylko przed mediami. Awanturowałem się dosłownie o wszystko. Imprezy, laski, alkohol...to było moje życie. Lecz bycie kobieciarzem, imprezowiczem i pewną siebie gwiazdeczką sportową w cale nie jest takie fajne. Teraz już to wiem, a skąd?  Uświadomiła mi to pewna księżniczka o kruczo - czarnych włosach i wiecznie zlęknionych oczach koloru morskiego bursztynu.  Ona pomogła mi wstać, kiedy upadłem. Pojawiła się, kiedy zniknęli wszyscy. Dała mi to, czego najbardziej potrzebowałem. Kiedyś moje serce jej szczerze nienawidziło..., ale z czasem zaczęło bić tylko dla niej. Teraz wiem, że to Bóg postawił mi Tosię na mojej drodze za co będę mu wdzięczny do końca mojego życia. Ona dała mi nowe życie. Lepsze życie. Nauczyła mnie tego, że każdy człowiek zasługuje na szansę.
                                                                                                                         ~Ney








-PRZYKRO MI, ŻE PROLOG TAKI KRÓTKI, ALE NIE CHCIAŁAM
WAM ZDRADZAĆ ZA DUŻO INFORMACJI
5 KOMENTARZY OD
ROŻNYCH CZYTELNIKÓW POD
TYM POSTEM=1 ROZDZIAŁ.-