poniedziałek, 7 września 2015

Rozdział 3.

                                                   
-Nawet nie wiesz, jak się cieszę. Nowy dom. Dziecko. Nasz ślub. Jestem taki szczęśliwy!- Uronił łzę, którą szybko wytarłam.
-Ja też kochanie. Teraz wszystko się ułoży.- Pogłaskałam go po policzku.
-Kocham Cię.- Pocałował mnie.
-Ja Ciebie też.- Namiętnie odwzajemniłam buziaka.






                                                      ***ANTO'S POV****


                  W nocy bardzo źle się poczułam. Dostałam wysokiej gorączki, wymiotowałam..., ciągle miałam dreszcze. Rodzice mówią, że to grypa. Dziś jadę do lekarza. Żałuję tego, że ominą mnie zakupy. Ale Rafa zabrała ode mnie listę zakupów i obiecała, że kupi wszystko czego mi potrzeba. Jest wspaniała. Strasznie bolała mnie głowa. Nie wiem czy to od gorączki czy przez ten sen. Leniwie zgramoliłam się z łóżka i udałam się do łazienki. Wzięłam ciepły prysznic, ubrałam się, umyłam zęby. Chciałam wyrzucić opakowanie po szczoteczce do zębów do kosza, kiedy na środku dywanu w łazience zobaczyłam..., zużytą prezerwatywę. Fuuu! Widzieliście kiedyś coś bardziej ohydnego?! Okey..., rozumiem, że to jego łazienka i, że lubi zabawy z dziewczynami w różnych miejscach, ale z łaski swojej mógł by to do jasnej cholery sprzątnąć! Tego było za wiele!
-Da Silva!- Wydarłam się zbiegając po schodach do kuchni. Doskonale wiedziałam, że tam jest. Na samej górze było już słychać ryk telewizora. Po co mu w domu 9 telewizorów?!
-Czego chcesz laluniu?!- Usłyszałam w odpowiedzi.
-Słuchaj! Rozumiem to, że mogłeś się wkurzyć bo musisz dzielić ze mną swoją łazienkę...
-I w związku z tym?!- Przerwał mi.
-Nie wymagam od ciebie pucowania lusterka za każdym razem, nie wymagam idealnie ułożonych ręczników...
-Więc w czym problem?- Znów mi przerwał.
-Problem polega kurwa na tym, że z łaski swojej mógł byś chociaż sprzątnąć z środka łazienki, zużytą, pękniętą prezerwatywę! A nie łaskawie czekać, aż ktoś w nią depnie!- Rzuciłam w jego kierunku wcześniej wspomnianą prezerwatywą, którą do tej pory miałam zawieszoną na szczoteczce. Dopiero teraz zauważyłam, że Neymar nie jest tam sam. Na wielkiej sofie siedziało jeszcze kilku chłopaków z drużyny. Kiedy zobaczyli lecącą w ich kierunku prezerwatywę zeskoczyli za oparcie kanapy. Całe szczęście kondom wylądował centralnie po środku bluzy Neymara, a z niej ześlizgnął się prosto do jego płatek,
-O nie. Teraz suko przesadziłaś! Słuchaj mnie lepiej uważnie! Jesteś w moim domu! Pod moim dachem! I JA będę robił tu co mi się tylko podoba, a ty masz mieć to w dupie! I nie pozwolę ci oczerniać mnie przy moich kumplach jasne?!- Stanął bardzo blisko mnie.
W jego oczach malowała się furia. Nie okiełznane zło. Bałam się go. W żołądku i gardle poczułam bardzo nieprzyjemne pieczenie. Miałam wrażenie, że zaraz mnie uderzy, ale te lata w domu dziecka nauczyły mnie tego, że nie wolno mi pozwalać robić z siebie ścierwa.

-Posłuchaj...okey..., wiem, że może za ostro zareagowałam. I, że nie jest ci na rękę to, że twoi rodzice postanowili mnie zaadoptować..., ale te kilkanaście lat w domu dziecka dało mi bardzo wiele do zrozumienia. Byłam tam bita, szykanowana, prześladowana za moje korzenie i gwałcona. A za wszystkim stali moi rówieśnicy. Kiedyś myślałam, że tak już musi być..., że Bóg zapisał na moich kartach ciągłe bycie wyrzutkiem... . Lecz po pewnym czasie poznałam wspaniałych ludzi, którzy wytłumaczyli mi to, że nie mam prawa się tak czuć. I nie pozwolę Ci na to, abyś mnie tak traktował. Możesz mnie nienawidzić. Masz do tego prawo, bo w jednej chwili zmieniłam całe twoje życie..., ale nie masz prawa robić ze mnie skończonej szmaty. Rozumiesz?- Spojrzałam mu głęboko w oczy.

Wyraz jego twarzy zmienił się na bardziej zaciekawiony. Wyglądał tak, jakby zobaczył dziwne zjawisko, które dopiero co zostało odkryte. Przypominał mi wronę, która co dzień siadała w domu dziecka na moim parapecie, przekrzywiała lekko głowę i przez szybę obserwowała to co się dzieje w środku. Czasem wpuszczałam ją do środka. Karmiłam ją. Osuszałam w jesienne i zimowe dni. Była w pewnym rodzaju moją przyjaciółką. Wiem, że to dziwne, ale czasem zwierzałam jej się ze swoich tajemnic. Ona jako jedyna wysłuchiwała moich problemów. Nigdy nie odwracała się do mnie plecami.

-Słuchaj...ja nie wiem co ci pieprznięci ludzie wmówili Ci do tej małej główki, ale oni... nie mieli racji...- Wrzucił płatki do kosza.

-Ci pieprznięci ludzie to twoi rodzice.- Neymar gwałtownie odwrócił głowę w moim kierunku. Spojrzał na mnie tępo i usiadł na fotelu.
Na jego twarzy pojawił się grymas. Wyglądał tak, jakby ktoś uderzył go w twarz. Miałam wrażenie, że łzy zaszły mu do oczu.

-Neymar....czy wszystko w porządku?- Spytał nie pewnie.

-Ty nic nie rozumiesz. Na prawdę nic nie rozumiesz! Jesteś taka głupia, czy tylko taką udajesz?! Wiesz co?! Najlepiej będzie, jeżeli się stąd wyniesiesz i raz na zawsze znikniesz z mojego życia!- Młody Brazylijczyk pobiegł na górę, a za nim jego kompani.

-Anto, tu jesteś. Kochanie wszędzie cię szukałam. Powinnaś leżeć w łóżku. Zrobiłam ci rosołek. Mam nadzieję, że ci zasmakuje.- Marcela podeszła do mnie i pogłaskała mnie po plecach. Kucharka Neymara była bardzo ciepłą osobą.
-Dziękuję, ale nie mam ochoty na nic do jedzenia. Chcę iść spać.- Udałam się w stronę schodów. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami. Rozbolała mnie głowa. Trzęsły mi się ręce. Upadłam. Poczułam ogromny ból.
-Neymar dzwoń po karetkę!- Głos Marceli to ostatnie co w tedy słyszałam.


                                                      ***NEY'S POV***


                Siedziałem na szpitalnym fotelu. Był bardzo niewygodny. Bolały mnie wszystkie kości, a najbardziej kręgosłup. W sali panowała głucha cisza i uporczywy zapach leków. Robiło mi się od tego wszystkiego niedobrze. Nienawidzę jej, ale mam wyrzuty sumienia. A co jeżeli to naprawdę moja wina? Jeżeli to prze ze mnie się tu znajduje? Chciałem się jej pozbyć, ale nie w ten sposób. Czuliście kiedyś coś takiego? Niepokój, strach? Sam nie wiem, co w tedy czułem. Podszedłem do niej. Brunetka leżała na szpitalnym łóżku nieruchoma. Oddychało za nią całe mnóstwo maszyn. Podpięta do respiratora..., z maską tlenową. Wyglądała, jak wrak człowieka. Jej twarz była taka niewinna. Uniosłem dłoń i pogłaskałem ją po policzku. Sam nie wiem czemu to zrobiłem. Po prostu..., wydawała mi się taka bezbronna. Lubię takie laski. Niewinne, ciche, spokojne, zamknięte w sobie. Są niezłe w łóżku. Wzdrygnąłem się kiedy poczułem, jak Anto porusza swoją dłonią.

-Anto słyszysz mnie? To ja. Neymar.- Złapałem ją za ramiona. Dziewczyna powoli otworzyła oczy. Rozejrzała się po całej sali, po czym wpadła w szał. Zaczęła odłączać od siebie całą aparaturę, Drapała się do krwi. Nie wiem co się z nią działo.

-Anto uspokój się! Jesteś w szpitalu! Nic ci tu nie grozi.- Usiadłem za jej plecami i przycisnąłem jej ręce do jej klatki piersiowej.

-Uspokój się słyszysz?- Szeptałem jej do ucha.

-Zostaw mnie! Zostawcie mnie wszyscy! Oni znowu mi to zrobili! Daj mi święty spokój! Odpieprz się ode mnie!- Zaczęła mi się wyrywać. Drapała mnie i obkładała pięściami. Zachowywała się, jak opętana.

-O kim ty mówisz? Nie zrobię ci krzywdy. Uspokój się.- Pogłaskałem ją po włosach.

-Co się stało?- Spytała kiedy się już uspokoiła,

-Nic takiego. Spokojnie. Jesteś w szpitalu. W domu pękł ci tętniak. Zemdlałaś. Lekarze mówili, że to z nerwów. Nic ci już nie grozi.- Nienawidziłem jej, ale....mimo wszystko martwiłem się o nia.

-Tętniak? Miałam tętniaka? Jak długo już tu jestem?- Odwróciła się w moją stronę i spojrzała mi głęboko w oczy.

Miała piękne spojrzenie. Bursztynowo-miodowe. Utonąłem w nim od razu. Obiecałem sobie, że za nim się jej pozbędę, muszę ją przelecieć.

-Byłaś nieprzytomna przez prawie dwa tygodnie.- Powoli zszedłem z jej łóżka.

-Dwa tygodnie?- Spojrzała na mnie przestraszona.

-Tak, ale nie bój się. Nic ci nie będzie. Zaraz pójdę po lekarza.

-Gdzie są rodzice?- Spytała.
 Spojrzałem na jej przestraszoną twarz. Dłonie zacisnęła sobie na udach. Podszedłem do niej. Położyłem dłoń na jej skroni i zjechałem nią trochę niżej. Prze policzek, szyję, aż do dekoltu.

-Nie ma ich..., ale jestem ja.- Złapałem ją pod brodę i pocałowałem.
Całowała wyśmienicie. Na początku nasze wargi delikatnie zetknęły się ze sobą. Potem delikatnie wsunąłem swój język do jej ust, a dalej....to uczucie było nie do opisania. Całe moje ciało przeszywał niesamowicie przyjemny dreszcz. Przyciągnąłem ją na brzeg łóżka i rozłożyłem jej nogi. Stanąłem pomiędzy jej udami. Złapałem ją za łopatki i zacząłem całować ją po szyi. Smakowała wyśmienicie. Anto wydała z siebie cichy jęk. Głaskała mnie po plecach i bawiła się moimi włosami. Sprawiała mi tym nieziemską przyjemność. Czy to możliwe? Czy ona na prawdę poddała mi się tak łatwo? W tam tej chwili mnie to nie obchodziło. Myślałem tylko o tym, żeby jak najszybciej w nią wejść i przelecieć ją, jak dziki.
-Anto...chyba...myliłem...się...co...do...ciebie.- Wyszeptałem jej w przerwach na oddech.

-Neymar..., co my robimy?- Przerwała na chwilę nasze pieszczoty i spojrzałam na mnie z wyrzutem.

-Robimy to co powinniśmy zrobić już pierwszego wieczoru, kiedy zamieszkałaś w moim domu.- Przesunąłem swój kciuk po jej ustach.
W odpowiedzi Anto przyciągnęła mnie do siebie i zaczęła rozpinać moją koszulę. Moje usta powędrowały do jej podbródka, a ręce na zapięcie szpitalnej koszuli na plecach. Z jej ust wydobyło się ciche jęknięcie. Syknąłem kiedy wbiła mi swoje pazkokcie w plecy. Puściłem jej koszulę i zabrałem się do rozpinania swojego paska od spodni.
-A co się tu dzieje?!- Ktoś bardzo beszczelny miał czelność przeszkodzić nam w naszej zabawie. Ta wyjątkowa chwilą zniknęła niczym płatek śniegu spadający na wilgotną ziemię.

4 komentarze:

  1. uuuu no to nieźle się porobiło :D no no jestem ciekawa co z tego będzie ;)
    zapraszam do mnie na nowego bloga http://zujungfurliebe.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ohoho. Ciut namieszałaś, hehe. Nie no, już się nie mogę doczekać następnego rozdziału. ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniałe! Czekam na next :3 ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. http://footballerwithdreams.blogspot.com/2015/09/rozdzia-9-najtrudniej-jest-ukryc-bol.html ------> Zapraszam na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń