poniedziałek, 22 czerwca 2015

ROZDZIAŁ 1

                                      *** ANTO POVS****

                  - Jutro wyślemy państwu dokumenty Antoniny. Jeszcze przez jakiś rok powinna kontynuować naukę w szkole średniej, lecz ze względu na jej problemy powinna uczyć się w domu.- Dyrektorka domu dziecka dała moim nowym "rodzicom" kopertę z jakimiś papierami.
-Dobrze. Dziękujemy pani bardzo. Znamy kilku sprawdzonych, prywatnych nauczycieli.- Pani Nadine podała dyrektorce rękę, to samo zrobił jej mąż.
-No, a ty młoda damo dbaj o siebie. Nie zamartwiaj się tym co było kiedyś. Teraz masz nowy dom i nową, kochającą rodzinę. Będziesz szczęśliwa. Zobaczysz.- Tym razem zwróciła się do mnie.
-Taaa....jasne. Dziękuję za troskę, - Odpowiedziałam opryskliwie i związałam włosy w niedbały kok. Zawsze tak robiłam kiedy byłam wkurzona..., okey...fajnie, że mnie ktoś adoptuje, ale dlaczego muszę wyjeżdżać na drugi koniec Europy?!  Bardzo polubiłam panią Nadine i pana Neymara, ale nie byłam pewna co do tego, czy oni na prawdę chcą mnie w swoim domu. Cały czas odnosiłam wrażenie, że oni postanowili mnie zaadoptować tylko i wyłącznie  z litości. Ich córka - Rafaella też jest bardzo miła. Nawet ją polubiłam. Przy rozmowach miałyśmy wiele wspólnych tematów. Jota też był sympatyczny. Podczas mojego pobytu u nich w domu to on, jako pierwszy zaoferował się do tego, że podzieli się ze mną swoim pokojem mimo, iż trzy pokoje gościnne były wolne. Nie poznałam jeszcze tylko Neymara..., znaczy nie poznałam go osobiście.., bo tak na prawdę jest moim idolem od bardzo dawna.
-Witaj w rodzinie królewno!- Pan Da Silva objął mnie i poprowadził w kierunku wyjścia. Nie chciałam wyjść na niemiłą, więc zdobyłam się na mały uśmiech. Tak na poważnie w cale nie cieszyłam się z tego, że opuszczam dom dziecka. Przyzwyczaiłam się do tego miejsca. Kremowo-żółte ściany na korytarzach, stare i skrzypiące schody. Błękitna tapeta, odpadająca ze ścian mojego pokoju, który dzieliłam z pięcioma innymi dziewczynami. Byłam tu przez prawie dziesięć lat, fakt..., zostałam trzy razy zgwałcona..., ale to miejsce zastąpiło mi dom. Trudno mi jest o nim zapomnieć.
-Gwiazdeczko wiem, że może być ci ciężko. Rozumiem to, że czujesz się niepewnie w tej sytuacji. Lecz możesz być pewna, że nie oczekujemy od ciebie tego, że od razu będziesz mówiła do nas mamo i tato. Nie oczekujemy od ciebie tego, że na początku w ogóle będziesz z nami rozmawiała..., ale możesz być pewna tego, że my zawsze będziemy cię kochać. Pokochaliśmy cię już w chwili, kiedy po raz pierwszy przekroczyłaś próg naszego domu. Jeżeli na początku będziesz chciała z nami porozmawiać, ale nie będziesz gotowa na to, aby nazywać nas swoimi rodzicami...to mów nam po prostu po imieniu.- Pani..., znaczy Nadine położyła swoje ciepłe dłonie na moich policzkach i spojrzała mi głęboko w oczy. Na jej twarzy pojawiły się dwa rumieńce i ogromny uśmiech, z którego promieniowała niesamowita energia i miłość. Mój umysł ogarnęło coś dziwnego. Uczucie, którego nigdy nie znałam. Rozejrzałam się nerwowo po holu i zarzuciłam swoje ręce na szyję...., mamy... . Moje nerwy nie wytrzymały i nagle zalałam się łzami. Wtuliłam się w ciepły, kaszmirowy sweter Nadine.
-Kochanie nie płacz. Wszystko będzie w porządku.- ....Tata..., zaczął głaskać mnie po plecach. Miał ogromne, ale delikatne dłonie. Kiedy trochę się uspokoiłam wyszliśmy na zewnątrz. Na parkingu czekał na nas czarny, sportowy samochód z wciąż włączonym silnikiem. Obok niego stała Rafaella, która kiedy tylko mnie zobaczyła, rzuciła mi się na powitanie.
-Antonia, jak miło cię widzieć! Tak bardzo mi cię brakowało! Ty płakałaś?! Co się stało?!- Nie wiem co było śmieszniejsze..., kolejna pomyłka Rafy w wymowie mojego imienia czy to w jaki sposób na środku ulicy wycierała mi twarz zalaną łzami. Ona na poważnie była fantastyczna.
-Pomóc ci? Daj..., wezmę od ciebie jedną walizkę. - Kontynuowała.
-Nie. Dziękuję. Poradzę sobie.- Rafaella mimo mojego sprzeciwu i tak wzięła, a w zasadzie wyrwała mi z rąk największą walizkę i zaczęła upychać ją do bagażnika. Jej rodzice tylko się roześmiali.
-Oj dziewczyny, dajcie to. Pomogę wam.- Nagle z samochodu wyszedł Jota. Nie miałam pojęcia, że on też tutaj będzie.
-Witaj siostrzyczko.-Z całej siły przytulił mnie na powitanie i wziął ode mnie resztę toreb.
-Cześć- Odpowiedziałam cicho.
-Okey..., wsiadajcie do samochodu. Najpóźniej za czterdzieści minut powinniśmy być na lotnisku, a panują całkiem spore korki.- Tata otworzył nam drzwi od samochodu.
-Chcesz prowadzić?- Spytał Jota.
-Tak, a co?- Neymar Sr. odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Przecież my tam nawet w 2 godziny nie dojedziemy! Znając ciebie, będziesz jechał przepisową 30.- Jo rozśmieszył wszystkich. Nawet mnie.
-Przezorny zawsze ubezpieczony.
-Tato..., ale nie przesadzajmy z tą przezornością.
-Chłopcy nie kłóćcie się. Ja poprowadzę.- Nadine przejęła inicjatywę. Resztę drogi przebyliśmy na "rozmowach". Moje rozmowy polegały na tym, że odpowiadałam tak, albo nie. Na lotnisku znów spotkał mnie ten żmudny rytuał. Kasa, bramki, terminale. Zajęłam miejsce między Rafą, a jakąś starszą panią, która opowiadała mi o jej siedmiu mężach, z których wszyscy należeli do włoskich mafii. Kiedy wylądowaliśmy w Barcelonie zrobiło mi się nie dobrze i musiałam przebiec całe lotnisko, aby w jak najkrótszym czasie znaleźć toaletę.
-Wszystko już w porządku?- Rafa spytała z troską kiedy wyszłam z kabiny.
-Tak. To pewnie przez te chipsy.- Odpowiedziałam. Rafaella objęła mnie w talii i pomogła iść. Z lotniska do mojego nowego domu jechaliśmy jakieś piętnaście minut. Kiedy po raz kolejny weszłam do ogrodu otaczającego cały dom Da Silvów zapomniałam o całym, bożym świecie. Był bardzo piękny.
-Nie uważacie, że powinniśmy zadzwonić do Neymara?- Jota niespodziewanie się odezwał.
-Zdążymy. Spokojnie.- Tata się..., zdenerwował.
-Neymar powinien wiedzieć, że kiedy przyjedzie do domu będziemy czekać na niego w powiększonym składzie...
-Ale jak to?! Przecież powiedzieliście mi, że on wie o tym, że mnie zaadoptowaliście...- Z wyrzutem spojrzałam na moją nową rodzinę.



                                             *** NEYMAR POVS***

           Byłem ciekaw co mojej rodzinie stanęło na przeszkodzie w przyjechaniu na Finał Ligi Mistrzów. Powiedzieli, że mają bardzo ważną sprawę do załatwienia po za Hiszpanią. Ale czy, aż tak ważną? Ważniejszą o de mnie? Zresztą nieważne... . Dobrego jest chociaż tyle, że czekają na mnie w domu. Mamy świętować podwójnie. Nie wiem co mieli na myśli, ale znając moją pokręconą rodzinkę na pewno odwalili coś mega..., dziwnego. Przez te korki mam wrażenie, że z Camp Nou do domu prędzej bym doszedł na piechotę niż samochodem. W ogóle nie wiem czym się denerwuję..., wygraliśmy 3:1! Gdyby nie ja było by 2:1..., jak zwykle ratuję honor innych. Po kim ja odziedziczyłem ten talent? Nareszcie w domu..., co się stało, że światło w kuchni o tej porze jest zapalone? Wszyscy o tej porze zazwyczaj siedzą w salonie.
-Cześć wszystkim! Już jestem! Gdybyście chcieli wiedzieć wygraliśmy trzy jede...- Przerwałem kiedy zobaczyłem szczupłą brunetkę siedzącą na kanapie i trzymającą za rękę moją mamę. Czy to możliwe? Czy to jakaś laska, z którą się przespałem? Kolejna z tych, które chcę mnie wrobić w kolejnego bachora?
-Mamo..., kto to jest?!- Spytałem rzucając torbę na fotel. Mama wstała i podeszła bardzo blisko mnie. Wiedziałem, że coś się kroi.
-To jest Antonina.
-A Antonina to kto?- Drążyłem dalej.
-Antonina to..., to twoja nowa siostra.- Mama wzięła głęboki oddech, a mnie zgięło w pół.
-Kurwa, że kto?!- Zagotowało się we mnie.
-Uważaj na słowa. Kiedy pół roku temu w ramach projektu Instytutu odwiedzaliśmy domy dziecka w całej Europie..., napotkaliśmy się na Antoninę. Pokochaliśmy ją praktycznie od razu.- Tata wtrącił się do rozmowy.
-Aha..., czyli za moimi plecami postanowiliście zaadoptować jakąś dziunię tak?!- Chciałem ich wszystkich rozszarpać.
-Ta dziunia ma na imię Antonina- Jota stanął w obronie tej laski. Zignorowałem go.
-Czyli ten insekt z bidula ma teraz robić za moje rodzeństwo?- Palcem wskazałem w kierunku tej A...Anto czy jak jej tam... .
-Nie mów tak o niej! Nie masz prawa! Nie wiesz ile Antonia przeszła! Nie znasz jej..., ona jest cudowna!- Rafa skoczyła do mnie, tak że prawie uderzyliśmy się czołami. Nawet ona jest po jej stronie?! Jak ona może!
-O co ci chodzi?! Nie mam zamiaru się wstydzić przed mediami przez jakąś małolatę z domu dziecka!- Wziąłem torbę i pobiegłem schodami na górę.
-Neymar wróć!- Tata zawołam za mną.
-A tobie radzę się do mnie nie zbliżać! Bo źle możesz na tym wyjść!- Zwróciłem się do czarnulki. Widać, że podziałało bo skuliła się i spuściła wzrok. Jeszcze mnie suka popamięta... .





         I MAMY KONIEC PIERWSZEGO ROZDZIAŁU.
      ZAPRASZAM WAS DO KOMENTOWANIA I OBSERWACJI.
      CO SĄDZICIE O ZWIASTUNIE?

12 komentarzy:

  1. Ale sukinsyn z Neymara, że się tak wyrażę. Oj czuje, że zmieni jeszcze zdanie o Antoni i będzie żałował swojego postępowania ale teraz? BURAK!
    Rozdział świetny i czekam na kolejny. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę się doczekać 2 rozdziału <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Buraczany Neymar. Wow, spotkałam się już z sukinsynem Neymarem, ale nie aż takim :D Zaskoczyłam się na plus!
    Świetny rozdział, czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurde, któś się wkurzył!!
    Hehe rozdział jest poprostu BOSKI!!!!
    Ze zniecierpliwieniem czekam na kolejny rozdział ;*!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mogę się doczekać 2 rozdziału ! SUPER!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mogę się doczekać 2 rozdziału <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Cooooo
    Ale Neymar to, już nawet nie powiem kto...
    Pierwszy raz spotykam się z takim obliczem Neymara w fanfictionach xd
    Ale to bardzo dobrze, bo już ciekawi mnie co będzie dalej!
    Pisz szybko nexta, życzę weny!:*

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapowiada się świetnie! :D Już się nie mogę doczekać kontynuacji. :) Będę systematycznie wpadać. A w wolnej chwili zapraszam do siebie ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Oooo od dzisiaj obserwuję tego bloga ;) =D zapraszam do mnie w wolnej chwili ;) ale

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń